Odcinek 2, Wieś Grodzisk, 24 września 2012 roku

Jeśli się jest apostatą, a nie jest się agnostykiem, ani tym bardziej ateistą, to na swoją okoliczność czuję, że dobrze mieć swoje małe, prywatne rytuały.

Z żoną Basią mamy parę zaprzyjaźnionych par i pojedynczych, często od nas dużo młodszych i w związku z tym metaforycznie ucórko-synowionych - osób.



Do takich par należą Małgosia Lipmann, świetna aktorka warszawskiego Teatru Polskiego (autorka zdjęcia barda opozycji w książce „Rozmowa”), oraz jej przyboczny ukochany Dawid Janicki, filmowy producent.

Od sześciu lat każdego czerwcowego piątku blisko pełni (bo długi i przeważnie pogodny dzień) z Basią, a od ostatnich czterech lat także z Gosią i Dawidem, jeździmy 140 kilometrów rowerem do Kazimierza nad Wisłą z naszej wsi Grodzisk, na azymut, przez lasy i pola wschodniego Mazowsza i północnej Lubelszczyzny. Startujemy o piątej, najpóźniej szóstej rano, po drodze u zawsze tej samej babci w gminie Żelechów pod jabłonką jemy drugie śniadanie, obiad w Rykach i sporo przed późnym w czerwcu zachodem wjeżdżamy w cudownie jeszcze osłoneczniony Kazimierzowski rynek, gdzie w ogródku kawiarni - pierwszy oszroniony kufel zimnego piwa z beczki smakuje jak wszystkie najlepsze piwa z całego życiorysu razem wzięte.

Dla nas jest to przeżycie na wpół mistyczne i wyobrażamy sobie, że podobne przeżycia są udziałem ludzi kończących na kolanach każdą religijno-systemową zbiorową pielgrzymkę. Od dwóch lat dojeżdża też do nas (ale na razie autem) wspomniany w „Rozmowie” filar mego życiorysu Jac Jakubowski. Kolejne dwa noclegi spędzamy „na pokojach” u innego naszego kolegi Artura Liszewskiego, żartom, śpiewom i tańcom nie ma końca i w niedzielę rowerem dojeżdżamy jedynie 12 kilometrów do Puław, skąd pociągami z powrotem do domu. W tym roku dodatkowo trafiliśmy w festiwal kapel i śpiewaków ludowych, więc żartom, śpiewom i tańcom końca nie było jeszcze dłużej.

Dawid od czterech lat (swego udziału w tych rajdach) wykonuje nam każdego roku jedno zdjęcie w tym samym ujęciu, w oknie wynajętego nam arturowego pokoju i to są te cztery fotki kolejno od dołu z 2009, 2010, 2011 i pierwsza na górze, czyli ostatnia, z bieżącego 2012 roku.

To tyle na dziś, pozdrawiam,

Jacek Kleyff

Trwa ładowanie komentarzy...