Odcinek 6, Wieś Grodzisk, 3 listopada 2012

Dziś chcę przypomnieć o ewentualnym spotkaniu z Państwem na wieczorze autorskim promującym książkę „Rozmowa” (wydawnictwo Czarne) w warszawskim klubie Powiększenie (wejście od Nowego Światu, róg Chmielnej), już pojutrze, w środę 7go listopada o godz. 19tej.

Poza porozmawianiem o książce z Państwem i z Redaktorem Grzegorzem Chlastą z radia TOK-FM, podobnie jak w Krakowie zagramy ze Słomą (Jerzym Słomińskim) - parę nowych, wpisanych w tę książkę piosenek. A propos Słomy - muszę coś tu napisać, żeby nie mieć kłopotu z tym, że Państwo o tym nie wiedzą.



Otóż większość muzyki europejskiej, czy to dawnej, dworskiej, czy nowszej (nawet bardzo romantycznej) operowej, symfonicznej i kameralnej, czy też najnowszej „mainstreamorockopopowej” - w swej bardzo przeważającej masie kurczowo trzyma się swych najpradawniejszych korzeni - mianowicie bitewnych, więc ich rytm akcentowany jest na tzw. „raz”. Najogólniej słuchając, cecha ta pomaga dobitniej tupać w marszu na wroga. Wiem, to jest nasze ze Słomą (i innymi licznymi przyjaciółmi od muzyki) bardzo subiektywne słyszenie, ale nie potrafię mu się w naszym przemilitaryzowanym świecie oprzeć.

Muzyka akcentowana na tzw. „dwa” w Europie zdarzała się bardzo rzadko i przeważnie na Bałkanach pod wpływem Romów, którzy przywożą nam ducha swej sztuki z pacyfistycznych Indii (nie mówiąc o już o jeszcze częściej bitej na dwa muzyki afrykańskiej). U nas, zanglosiasiałych do szpiku kości, jako się rzekło nawet najbardziej pacyfistyczne bluesy, swym rytmem (mnie na przykład) zmuszają do ”RAZ dwa lewa!!!”.

Natomiast muzyka akcentowana na dwa jest równie stara na świecie, jak ta na raz, ale w innych tego świata rejonach. Z dużą dozą pewności można zasugerować, że globalnie jest tych muzyk tyle samo, tylko ta „nasza” bardziej się szarogęsi w mediach. Ostatnio ta sytuacja zaczyna się dość żwawo poprawiać, za sprawą przypomnienia światu akcentowania muzyki na dwa z kolei z Jamajki (czyli źródłowo oczywiście też z Afryki) w postaci reggae, a wcześniej rock-steady i ska. My ze Słomą kochaliśmy grać na dwa jeszcze przed poznaniem tych gatunków, ale w naszym chcącym wszystko nazwać świecie od razu do szuflady reggae wpadliśmy. Długo patrzę w lustro, ciemnej skóry nie mam, cesarza Etiopii nie szanuję, a z dreadami kłopot mam jeszcze większy, więc rastafarianinem raczej nie jestem, a jednak w jakimś niedawnym wywiadzie Maryla Rodowicz powiedziała, że ja kojarzę się jej z reggae. I tyle; tak cię widzą, jak cię piszą i podejrzewam, że im bardziej się zarzekam tym za głębiej skrywającego się kryptoregałowca uchodzę; syndrom ten pogłębia też fakt, że od dawien dawna raczej nie piszę piosenek innych niż akcentowanych na dwa.

Wracając do Słomy, to całe to zjawisko opisuje on najtrafniej w ten sposób: bicie na raz akcentuje i wspiera stuk butów o glebę, zaś akcentowanie na dwa uderza w moment zgięcia kolanka - zatem żadna armia do tego panie nie pomaszeruje, co najwyżej zatańczy.

I do tej właśnie czynności zawsze ze Słomą gorąco namawiamy, gdy razem występujemy. Także w środę w Powiększeniu grać zamierzamy głównie do tańca, choć nie bez najnowszych, wszczepionych w tę muzyczkę tekstów. Obaj pozdrawiamy serdecznie i gorąco zapraszamy.
- Jacek Kleyff -


fot. Filip Ćwik / Napo Images
Trwa ładowanie komentarzy...